9.0
Score

Słonko zaświeciło to i jakoś chęci wróciły do ruszenia pupy z domu 🙂

Isia od jakiegoś czasu marzyła o zjedzeniu dobrej pizzy.
Jest sobota popołudniu, pogoda sprzyja, ruszamy w poszukiwaniu włoskich smaków.
Po chwili zastanowienia i przypomnieniu sobie wszystkich ostatnio poleconych jadłodajni postawiliśmy na Czerwony Piec – pizzerie na ul. Starowiejskiej w Gdyni. Mamy świadomość, że jest pora obiadowa, tłumy wyszły na ulicę, a ponadto słyszeliśmy, że do ów wybranego przez Nas miejsca ustawiają się kolejki. No to dzwonimy wybadać sytuację. Miła Pani z obsługi powiedziała, że póki co miejsca nie ma, ale pewnie zaraz się coś zwolni, także mamy wpadać i że krzesełko dla Tadzia też się znajdzie. Ok, ryzykujemy 🙂
Chwilka na znalezienie miejsca parkingowego, chwilka na dojście do celu – JESTEŚMY! Ruch jak w Paryżu na wsi! Ludzie wchodzą, wychodzą, jedzą , zamawiają, dojadają, pakują na wynos, odbierają na wynos – wszystko w biegu. Tadziu cały zdezorientowany, dużo się dzieje 🙂 Akurat trafiliśmy, że Państwo zajmujący dwuosobowy stolik właśnie zbierają się do wyjścia – idealnie! Postanowiliśmy nie tracić czasu i podczas oczekiwania na miejsce już wybrać co dziś spałaszujemy 😉
Krótkie menu, ale treściwe, każdy coś znajdzie dla siebie. Klasyczna margherita, coś dla vege, coś na ostro, coś na słodko, z owocami morza, cztery sery, no i Isi ulubiona Parma 🙂
Wybór był oczywisty:
Isia – Parma – sos pomidorowy, mozzarella, szynka parmeńska, rukola, ser grana padano (mniaaaam)
Łuki – Nduja – sos pomidorowy, mozzarella, pikantna kiełbaska nduja, ser grana padano, dodatkowe papryczki (mniaaam po raz drugi 😉 )
Tadzio – krawężniki, obrzeżki czy jak to tam kto nazywa 😀

Wciągnęliśmy dwie pizze migusiem. Po pierwsze byliśmy głodni, po drugie było pyszne, po trzecie jakoś klimat miejsca Nam się udzielił rachu ciachu trzeba było się spieszyć, po czwarte Tadzio jest bardzo niecierpliwy 😉

Ale skomentujmy chociaż pizzę! 😀
Dawno nie jedliśmy tak dobrego sosu pomidorowego, był po prostu intensywnie pomidorowy, klasyczny, bez zbędnej ilości dodatkowych przypraw. Pani Gessler nie byłaby zadowolona, bo pizza rozpływała się w rękach, to za sprawą super cienkiego ciasta, ale też rozpływających się w ustach składników – mozzarella, szynka parmeńska, pikantna kiełbaska nduja, wszystko świeże i wyraziste. Łukiego nie zadowolił poziom ostrości, ale przynajmniej ja mogłam skosztować innego smaku 🙂 Zaskoczyła Nas szybkość obsługi (czekaliśmy może 15 minut), ale też precyzja podania dania pomimo masowej produkcji.

Podsumowując, miejsce przypominało trochę fast food przez ten wieczny ruch i mało miejsca (pomimo dwóch poziomów), trzeba uzbroić się w cierpliwość w oczekiwaniu na stolik, nie ma tam za bardzo przestrzeni dla dzieci, ale dla tego jedzenia warto przez to wszystko przebrnąć!

My będziemy wracać 🙂