3.0
Score

Najczęściej promujemy miejsca, w których lubimy bywać, ale dzisiaj musimy Was przestrzec… Jeśli planujecie obiad w okolicach Nowego Świata to omijajcie szerokim łukiem La Cantina!

Cała przygoda zaczęła się od kelnera z Ukrainy, który niestety słabo mówił po Polsku i na pytanie czy może coś polecić zaczął czytać po kolei całe menu. Niezrażony zamówiłem przystawkę w postaci mixu owoców morza, a na danie główne sałatkę ze smażonymi kalmarami. Mając na uwadze, że jestem w śródziemnomorskiej knajpie, pozycje wydawały mi się bezpieczne, ale… nic bardziej mylnego.

Mix owoców morza okazał się warzywami z patelni z kilkoma krewetkami, małżami i kalmarami. Ciężko powiedzieć, że danie to było niesmaczne, ale nie było to również nic specjalnego i wrażenia można skrócić do trzech słów – mdłe, bez wyrazu, niedoprawione. Gdybym kupił je jako mrożonkę na szybki obiad w domu to pewnie bym nie narzekał, ale od restauracji oczekiwałem czegoś więcej…

A zamawiając danie wyobrażałem sobie, że kucharz podsmaży na maśle paprykę z czosnkiem i cebulką do momentu kiedy te nie zmiękną, doprawi solą (tak, nawet soli zabrakło) i na to wrzucił na kilkadziesiąt sekund ŚWIEŻE owoce morza. Masło z wodą z warzyw zrobiłoby fajny i smaczny sosik pod resztę składników. Niestety La Cantinie nie udało się osiągnąć efektu na który liczyłem.

Na kolejne danie czekałem licząc, że będzie lepsze! Niestety zawiodłem się mocno… Sałatka z kalmarami polegała na tym, że na liście sałaty wrzucono kilka pomidorków i usmażone kalmary. I koniec! Nie doczekałem się żadnych innych dodatków (oprócz tłustego i niesmacznego sosu majonezowego). Ale najgorsze było to, że kalmary były strasznie tłuste i źle przyrządzone (ze względu na ich gumową konsystencję trudno było je pogryźć). Jeszcze następnego dnia odczuwałem skutki ich zjedzenia czując się jakbym wypił szklankę starego oleju.

Jedno jest pewne, w La Cantina więcej nie zawitamy.

Tagi: Warszawa, Województwo Mazowieckie, Mazowsze