8.0
Score

Niestety nie byliśmy jeszcze w Gruzji, więc nie ocenimy jak bardzo podobna jest to kuchnia, ale… Tbilisi możemy ocenić po prostu na podstawie jedzenia, które tam zastaliśmy.

Kluczowe aspekty, które na samym wejściu rzucają się w oczy:

  • surowy, ale klimatyczny wystrój,
  • zdynsansowana, ale zaangażowana obsługa,
  • krótkie menu.
  • Po Tbilisi jeszcze bardziej lubimy buraki…

    Uwielbiamy buraki w każdej postaci, ale przystawka podana w Tbilisi to nie było tylko zaproszenie do kolejnego dania… to (pomimo małych rozmiarów) była genialna kompozycja smakowa. Buraki w sosie z mirabelek były tak genialne, że pozostało Nam już tylko czekać co Tbilisi pokaże na danie główne.

    Danie główne, czyli wisienka na torcie wizyty w Tbilisi

    Po chwili czekania (przy niezłym gruzińskim winie 😉 ) na stół weszło drugie danie – grillowana wołowina. Podana była w cieście podobnym do wrapa, ale cieńszym i bardziej delikatnym. Ciasto nie było tutaj kluczowe… najważniejsze było mięso przyprawione w wyjątkowy, trudny do odtworzenia sposób. Do tego lekka sałatka i niczego więcej już nie było trzeba 🙂

    Tagi: Warszawa, Województwo Mazowieckie